(w budowie)
Obrazy
ceramika
Słowa
„Należysz do życia” – Recenzja
Debiutancki tomik Joanny Ostaszewskiej pt. Śniadanie na wulkanie jest zapisem drogi.
Podtytuł „szkice” dotyczy tu formy całości – zarówno wierszy, jak i towarzyszących im
rysunków, często tylko częściowo wypełnionych kolorem.
„Szkicowość” sugeruje zapisywanie treści i obrazów jeszcze nie wykończonych, złapanych na gorąco,
w nagłej chwili zrozumienia. Bohaterka tych wierszy odsłania przed oczami czytelnika mapę swoich
wewnętrznych dylematów i poszukiwań, ale także rysuje topografię swojej twarzy i swojego
ciała, którą tak trudno czasem ustalić, jeśli żyło się pod ciśnieniem cudzych drogowskazów i
cudzych opinii. Droga odzyskiwania siebie jest tu opisywana jako przechodzenie z ciemności
niezrozumienia do światła rozpoznania.
Jej pierwszym etapem jest przezwyciężenie ciężaru
„lęku podrzuconego nieznaną nam drogą”, traumy przekazywanej z pokolenia na pokolenie
poprzez rodzinną matrycę. Etapem końcowym jest wyjście z kokonu strachu i odnalezienie,
jak czytamy w jednym z wierszy, „Wewnętrznego Domu”, gdzie autorka i bohaterka wierszy
spotyka się z ukrywającą się w niej przez lata „Małą Dziewczynką”, której dedykowany jest
ten tomik.
Wiersze Joanny Ostaszewskiej dotykają doświadczeń trudnych, bolesnych i ciemnych, ale
przesycone są światłem i motywiką lotu. Poszukiwaczka sensu i celu swojego życia patrzy na
siebie „łagodnym okiem”. Ta perspektywa kojarzy się z „czułym narratorem”, który, jak
przekonywała w swoim noblowskim przemówieniu Olga Tokarczuk, tak potrzebny jest
dzisiejszemu światu nie dającemu człowiekowi poczucia pewności i zadomowienia.
Joanna Ostaszewska pokazuje, że ta czułość jest niezbędna każdemu z nas przede wszystkim w
wymiarze indywidualnym. Patrząc na siebie okiem czułości, przestajemy się nieustannie
kontrolować i surowo oceniać, dajemy sobie prawo do błędu, a także do „Pięknej Złości” i
wyzwalającego krzyku. To także droga do pełnej akceptacji kobiecości, nie potrzebującej
cudzego oka, żeby rozkwitać.
Kobiecości, która odnajduje się w przymierzu z żywiołami
natury. Zapisana i namalowana w tym tomiku opowieść o pokonywaniu lęku i znajdowaniu
sposobów akceptacji siebie jest subtelna, delikatna, malowana, jak pisze autorka w jednym z
wierszy: „miękkim pędzlem”. Niezwykła i przejmująca jest metafora, która wieńczy tę
drogę: „szkicuję sobą znak nieskończoności na arkuszu nieba”.
Bo każdy z nas przecież, o czym tak często zapominamy, nosi w sobie i skończoność, i nieskończoność – dwie
integralnie ze sobą związane aspekty czy strony życia.
Ewa Gaworska-Paczoska



